poniedziałek, 31 grudnia 2007

Koniec Roku 2007

Koniec roku 2007. I co tam ? Co tam zrobione, albo raczej co nie zrobione, odłożone do nowego roku? Sporo jednak zrobiliśmy w tym minionym 2007.

A ci tu ciągle się modlą, wyczekują Mesjasza, zmarli w Dolinie Cedronu czekają na Sąd Ostateczny, który właśnie zacznie się w tym miejscu, ci są tu najbliżej, więc jako pierwsi zmartwychwstaną. Jerozolima ... Święte miejsce, jedna z niewielu oaz sacrum w zdesakralizowanym świecie.


piątek, 16 listopada 2007

niedziela, 4 listopada 2007

Ach, ci bogowie ...





Tutanchamon bez maski

To historyczne wydarzenie! Archeolodzy po raz pierwszy w historii zdjęli złotą maskę z twarzy faraona Tutanchamona. Po prawie 3500 latach pokazali światu, jak wyglądała jego prawdziwa twarz. Teraz wszyscy zwiedzający egipską Dolinę Królów turyści mogą oglądać z bliska twarz zmarłego władcy.

Potwór z Moskwy też bez maski ....

"Wystarczy zabić, by znowu zachciało się żyć" - mówił w sądzie Aleksandr Piczuszkin. Seryjny morderca z moskiewskiego parku Bitcewskiego, który w poniedziałek usłyszał wyrok, ani przez chwilę podczas procesu nie okazał skruchy. "Gdybym pozostał na wolności, zabijałbym nadal" - przyznawał bez ogródek. Ława przysięgłych nie znalazła ani jednej okoliczności łagodzącej. Wyrok: dożywocie.
"O moim życiu już od 500 dni decydują setki ludzi: gliniarze, śledczy, prokuratorzy, przysięgli, eksperci. A ja sam jeden zadecydowałem o losie tych 60 osób. Byłem jednocześnie ich sędzią, prokuratorem i katem. Czujecie różnicę?" - mówił z błyskiem w oku do sędziego.

Prawie jak Bóg
"Zabijając, czułem się prawie jak Bóg. Zabierałem ludziom to, co mieli najcenniejszego: życie" - powiedział. Był wyraźnie dumny z siebie i schlebiały mu telewizyjne kamery tłoczące się w końcu sali. Uważał się za bohatera. Ochoczo opowiadał o tym, jak rozwalał młotkiem czaszki swoich ofiar, a potem wtykał w nie butelki, "żeby mózg tak nie skrzypiał".

W ciągu ostatniego tygodnia 33-letni Aleksandr Piczuszkin nie znikał z telewizji, radia i gazet. Został "bohaterem" rosyjskich i międzynarodowych mediów, dla których jego makabryczny rekord stał się doskonałą pożywką. Właśnie o to chodziło zakompleksionemu magazynierowi ze spożywczaka. Chciał zostać gwiazdą. "Być sławnym, wstrząsnąć światem - to było jego marzenie. To marzenie się spełniło. Teraz Piczuszkin czuje się jak superman" - powiedziała w wywiadzie dla "Rossijskoj Gaziety" dyrektorka Centrum Psychiatrii im. Serbskiego. "Ludzie tacy jak on - z ogromnymi kompleksami - chcą stać się sławni, by te kompleksy zrealizować".

środa, 31 października 2007

Listopad - mój miesiąc




Listopad, jesień, cmentarze, metafizyczna zaduma, mój miesiąc, w którym objawiają się podziemne nurty drążące tajemnicze korytarze mojego ja, na chwilę wypływają z podświadomości, wprowadzają niepokój, otwierają niezbadaną przestrzeń, zrywają tamy zapomnienia, jesień - naturalna apokalipsa, schodzenie i odchodzenie, liście obumarłe ....

Katakumby come back




































A to ciekawe …

”Antyreligijna prowokacja w Toledo. Pierwszy zjazd Ateistów. Na miejsce spotkania organizatorzy wybrali kościół w mieście będącym siedzibą prymasów Hiszpanii.

To nie jedyna prowokacja, jakiej dopuszcza się z Międzynarodowa Federacja Ateistów (FIdA), organizator zjazdu nazwanego Pierwszym Ateistycznym Soborem Toledańskim. Imprezę ma uświetnić wystawa skandalicznych zdjęć Jose Antonia Moreno Montoyi przedstawiających Chrystusa, Maryję i świętych w obscenicznych pozach. Przeprowadzeniu ateistycznej imprezy w zabytkowym kościele pod wezwaniem św. Wincentego, który po desakralizacji stał się centrum kultury, sprzeciwił się burmistrz Toledo Emiliano Garcia Page. Organizatorzy zapewniają jednak, że zjazd odbędzie się. Jego hasłem będzie „Rzucenie wyzwania fundamentalizmowi”. Federacja Ateistów nie kryje, że jej celem jest zwalczanie wiary w Boga uważanej przez nią za „przesąd powodujący najwięcej zła”. Źródło : Rzeczpospolita

Link do Rzeczpospolita:
http://www.rp.pl/artykul/2,65889.html
Link do La Republica – obsceniczne fotografie Montoyi: http://www.repubblica.it/2006/05/gallerie/esteri/mostra-spagna/1.html

Tak, tak ....
w sytuacji kiedy kościoły na zachodzie zaczynają od już wielu lat pustoszeć, kiedy zamieniane są na kawiarnie, kluby wspinaczkowe czy inne miejsca rozrywki, nie dziwi fakt, że ateiści zaczynają się czuć coraz swobodniej, ciekawe, czy na miejscu starego powstanie jakiś nowy ateistyczny kościół ? Skoro w Toledo ma dojść do I Ateistycznego Soboru.
Problematyka pustego kościoła dręczy mnie od dłuższego czasu, nawet swego czasu wpadłem na pomysł szalonego i smutnego dramatu pt. "Katakumby", w którym bohaterami są księża, może zakonnica, w każdym razie ludzie kościoła, którzy w sytuacji postępującej laicyzacji stali się już nikomu nie potrzebni, odrzuceni, z poczuciem absurdalności własnej egzystencji schodzą do metaforycznych katakumb, zamykają się w jakichś piwnicach wielkiej miejskiej aglomeracji, by dokonać rachunku sumienia, by rozliczyć się z sobą, by zdać sobie sprawę z przeraźliwie żałosnej sytuacji w jakiej się znaleźli. Zepchnięci na margines, ci którzy kiedyś byli przewodnikami stada, dzisiaj sami muszą się ukrywać - być może jak przed wiekami (sytuacja się powtarza) stali się dziwną efemeryczną sektą. Jakie jest wyjście ? Może - po tym zbiorowym oczyszczeniu, po tym "podziemnym katharsis" zdejmą z siebie stare szaty nikomu nie potrzebnych urzędników w sutannach, założą sandały i worek włóczęgi i nawróceni wyjdą z nową "dobrą nowiną" ?
???

wtorek, 30 października 2007

DEAD CAN DANCE



Dzisiaj szedłem do pracy przez miasto ze słuchawkami w uszach słuchając ... no właśnie, mistycznej muzyki z IMMORTAL MEMORY Lisy Gerrard & Patricka Cassidy. Wszystko nagle stało się wywyższone, czas podniosły, liście z drzew spadały monumentalnie, ludzie jakby uwzniośleni w tej jesiennej szarudze ..... otworzyła sie ta inna przestrzeń, niewidzialna na co dzień.
Zbliża się dzień zmarłych, film Koszałka "Istnienie", muzyka Dead Can Dance ...
Cytat: [ B r e n d a n P e r r y ] "Chciałem znaleźć takie określenie, które opisywałoby sam akt tworzenia. A cały proces tworzenia, jeśli przyjrzeć mu się bliżej, to ożywianie rzeczy martwych. Tak jest choćby w Księdze Rodzaju - życie powstaje z niebytu, nicości; tak jest w malarstwie, muzyce. To właśnie chciałem zawrzeć w nazwie zespołu. Przemiana materii nieożywionej w ożywioną i proces pokazujący "życie ze śmierci" i "śmierć z życia" - oto prawidłowa interpretacja przyczyn wyboru tej nazwy."

I te obrazy Beksińskiego ..........

sobota, 27 października 2007

bieguni

Kiedyś miałem taki pomysł na książkę, w której bohater wyrywa się nagle ze swojego miejsca odosobnienia (np. szpitala) i zaczyna biec, uciekać, wędrować coraz szybciej nie zatrzymując się, wszystko zaczyna wokół niego także pędzić, szaleństwo ogarnia świat, który galopuje wraz z nim ...
gdzieś tam są stare zapiski, trzeba je odgrzebać ...
to tak a pro pos "Biegunów" Tokarczuk - wszyscy jesteśmy biegunami

piątek, 26 października 2007

DZIKUS


Muszę wreszcie zabrać się za ten mój monodram - spektakl - powieść - wszystko w jednym! Sam jestem ciekaw, jak można bawić się w "autorealizację", czepiając się zachłannie każdego skrawka życia i jednocześnie, uciekając od rzeczywistego świata w wymyślaną każdego dnia krainę tworzenia "na żywo". Zapisywanie chwili, myśli, chęci, siebie samego - przerzucanie siebie w przyszłość przez siebie wykreowaną. Jestem aktorem, sam sobie obmyślam scenariusz, sam sobie piszę sztukę, hę, hę, hę...
"Dzikus" chodzi mi po głowie od lat, ranny w głowę żołnierz podczas misji w Iraku lub Afganistanie ... tak ranny w głowę, że staje się oświecony, oddzielony od tego świata, jak guru nowej sekty, nowej religii, religii natchnonej zgubną dla wszystkich prawdą.
Czuję ten absurd bycia na wojnie tam dla pieniędzy, ten absurd uświadamia naszemu bohaterowi sens rzeczywistości i tzw. "wyższej prawdy" - że życie jest absurdem, ale tworzonym świadomie i z premedytacją.
Walnięty odłamkiem w głowę facet staje sie dzieckiem, chorym i jednocześnie cholernie zdrowym człowiekiem, który widzie i wie więcej niż każdy przeciętny człowiek, przeciętny ksiądz, każdy papież, guru, święty - on staje się bogiem, "samostwórcą", chorym i zdrowym jednocześnie, walniętym i przerażająco normalnym ....
co za ulga to napisać