
Muszę wreszcie zabrać się za ten mój monodram - spektakl - powieść - wszystko w jednym! Sam jestem ciekaw, jak można bawić się w "autorealizację", czepiając się zachłannie każdego skrawka życia i jednocześnie, uciekając od rzeczywistego świata w wymyślaną każdego dnia krainę tworzenia "na żywo". Zapisywanie chwili, myśli, chęci, siebie samego - przerzucanie siebie w przyszłość przez siebie wykreowaną. Jestem aktorem, sam sobie obmyślam scenariusz, sam sobie piszę sztukę, hę, hę, hę...
"Dzikus" chodzi mi po głowie od lat, ranny w głowę żołnierz podczas misji w Iraku lub Afganistanie ... tak ranny w głowę, że staje się oświecony, oddzielony od tego świata, jak guru nowej sekty, nowej religii, religii natchnonej zgubną dla wszystkich prawdą.
Czuję ten absurd bycia na wojnie tam dla pieniędzy, ten absurd uświadamia naszemu bohaterowi sens rzeczywistości i tzw. "wyższej prawdy" - że życie jest absurdem, ale tworzonym świadomie i z premedytacją.
Walnięty odłamkiem w głowę facet staje sie dzieckiem, chorym i jednocześnie cholernie zdrowym człowiekiem, który widzie i wie więcej niż każdy przeciętny człowiek, przeciętny ksiądz, każdy papież, guru, święty - on staje się bogiem, "samostwórcą", chorym i zdrowym jednocześnie, walniętym i przerażająco normalnym ....
co za ulga to napisać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz